Totalne dno, czyli projekt denko marzec - kwiecień #4

Tym razem denko będzie bardzo skromniutkie. Po ostatnim dużym denku, raczej zaczynam używać nowych produktów, a nie je wykańczam. Równocześ...

Tym razem denko będzie bardzo skromniutkie. Po ostatnim dużym denku, raczej zaczynam używać nowych produktów, a nie je wykańczam. Równocześnie skończyłam dwa produkty do golenia, resztkę podkładu zużyła mama, gdyż kolor zdecydowanie dla mnie za ciemny teraz, a mieszanie już mi się znudziło. Nie przedłużając, zapraszam dalej.


Maseczka Swedish Spa Oriflame - oczyszczająca, zielona maseczka do twarzy, o której totalnie zapomniałam. Postanowiłam ją zużyć, zanim skończy się jej ważność. Po nałożeniu wygląda się trochę jak Shrek, jednak lubię ją za to, że moja twarz jest po niej gładziutka i miła w dotyku. Aż chce się jej dotykać ;). Od dawna nie robię już zamówień z Oriflame, więc raczej się nie skuszę.

Krem-żel do twarzy Active Hydrating Olay - lubiłam formułę tego kremu: żel, który ładnie się rozprowadzał i wchłaniał. Krem był wydajny, choć wydawało mi się na początku, że tak nie będzie ze względu na formułę. Przeznaczony do cery tłustej i mieszanej. Nawilża, ale nie jakoś super - odkąd mam Ziaję, ten uważam za zwyklaczek, może dlatego, iż Ziaja jest bardziej treściwa, gęsta. Dobry na letnią porę, na zimę może być za lekki. Mam ochotę wypróbować mnóstwo innych kremów, dlatego nie kupię go ponownie.


Podkład Pure Liquid Mineral Maybelline - mineralny podkład w płynie. Już nie pamiętam dokładnie jak się spisywał u mnie. Musiałam go przypudrowywać, bo twarz się świeciła, choć i z pudrem to się zdarzało. Jednak jak pisałam na początku dałam go mamie i była z niego zadowolona. Twarz wyglądała ładnie, koloryt był wyrównany. Mama nie ma tłustej cery, także nie było tutaj mowy o błyszczeniu. Bardzo wydajny, kupiony prawdopodobnie już rok temu. Nie wrócę do niego.

Pomadka Oeparol - kupiona pewnego razu w Biedronce, miała pachnieć malinami, jednak ja ich w ogóle nie czułam. Dosyć twarda, trochę inna od pomadek nawilżających. Stosowałam głównie zimą, aby ochronić usta, jednak nie zachwyciła mnie jakoś szczególnie, dlatego nie kupię jej ponownie.



Żel do golenia dla kobiet Sensual Joanna - przede wszystkim zapach: świetny, melonowy. Konsystencja także odpowiednia, podoba mi się forma żelu, po roztarciu na mokrej skórze, zamieniał się w kremową pianę, co ułatwiało golenie. Nie miałam po nim podrażnień, skóra była miękka i gładka. Na pewno kupię ponownie.

Pianka do golenia Isana - zapach: brzoskwiniowy, jednak nie do końca się z tym zgadzam. Bardzo tania, dlatego ją kupiłam. Po wyciśnięciu, piana rośnie i dobrze się rozprowadza. Jednak miałam wrażenie, że zostało jeszcze sporo produktu, a już nie chciał się wyciskać, wypływała tylko pomarańczowa "woda". Dodatkowo zapychała maszynkę. Mam jeszcze fioletową wersję, zobaczymy jak spisze się siostra tej brzoskwiniowej  i dopiero wtedy zadecyduję, czy jest warta ponownego zakupu.


Tak prezentują się produkty, które zużyłam w ostatnim czasie. Dajcie znać, czy miałyście któryś z nich i co sądzicie.

Powiązane posty, które mogą Cię zainteresować

40 komentarze

INSTAGRAM @DELISHEBLOG