10 kosmetyków, których już nie kupuję | Minimalizm w kosmetyczce

Moja kolekcja kosmetyków przeszła metamorfozę - na początku kupowałam wiele produktów, często z poleceń innych lub takich, o których gd...

minimalizm kosmetyczny jakich kosmetyków już nie kupuję

Moja kolekcja kosmetyków przeszła metamorfozę - na początku kupowałam wiele produktów, często z poleceń innych lub takich, o których gdzieś słyszałam bądź byłam ich ciekawa. Z czasem wypracowałam odpowiednią ilość, dostrzegłam, co tak naprawdę jest mi potrzebne, po co sięgam z przyjemnością a co niekoniecznie lubię bądź tylko leży nieużywane w kosmetyczce. W międzyczasie zainteresowałam się minimalizmem - i choć nadal moja toaletka dla wielu może nie być odpowiednim przykładem, to na pewno zmniejszyłam jej rozmiary i kupuję tylko takie produkty, które faktycznie będę używać. W tym wpisie opowiem o 10 kosmetykach, których już nie kupuję. Być może ten wpis zainspiruje Was do przejrzenia swoich kosmetyczek i zastanowienia się, czy faktycznie potrzebujecie wszystkich tych produktów i czy po nie sięgacie, a może tylko kupujecie z przyzwyczajenia, a tak naprawdę nie robią efektu wow lub po prostu możecie je czymś zastąpić. Czego już nie kupuję? Bez jakich kosmetyków mogę się obejść i nie są mi potrzebne lub jakich produktów nie lubię i z nich zrezygnowałam? O tym poniżej!


10 kosmetyków, których już nie kupuję


Czarna kredka

Pamiętam czas, kiedy prawie każdy makijaż nie mógł się obejść bez czarnej kredki. To nic, że kredka zmniejszała optycznie oko, przecież była taka moda. To był jeden z podstawowych kosmetyków do makijażu i miałam tych kredek całkiem sporo i często je kupowałam. Miałam też żelową, czarną kredkę, która była mocno intensywna i nakładało się ją wzdłuż górnej linii rzęs, aby je optycznie zagęścić, można też było ją delikatnie rozetrzeć, używało się też jej w makijażu smoky eyes. Czarnych kredek nie używam już od kilku lat - zdecydowanie wolę inne makijaże, czarna kredka kojarzy mi się teraz z czasami gimnazjum, mrocznymi makijażami i po prostu jej nie lubię. Jeśli chcę przyciemnić linię rzęs lub zrobić kreskę, sięgam po czarny cień. Wygląda to lepiej, bardziej naturalnie i delikatniej.


Eyeliner

Był taki moment, że w swoich zbiorach miałam kilka eyelinerów. Od tych tradycyjnych w pędzelku, po żelowe czy w pisaku. Miałam też kilka prób z ich użyciem, jednak moja opadająca powieka, nie wyglądała zbyt dobrze w takim makijażu. Nie mam też za dużych umiejętności w używaniu ich - oczywiście opadająca powieka wcale mi tego nie ułatwia, a wręcz przeciwnie. Dlatego od kilku lat już ich nie kupuję, nie sięgam po nie i stawiam na nieco inny makijaż. A jeśli chcę już podkreślić górną linię rzęs, to tak jak pisałam wyżej, przy omawianiu kredek, sięgam po ciemny cień.


Kolorowe tusze do rzęs

Kiedyś zdarzało mi się kupować kolorowe tusze do rzęs, zwłaszcza podczas słynnej promocji w Rossmannie. Wybierałam zwykle niebieskie, które bardzo fajnie wyglądały na rzęsach latem - wakacyjnie i kolorowo. Jednak te czasy mam już za sobą, zdecydowanie nie sięgam już po takie tusze i wybieram tylko czarne maskary. Nie tylko wydaje mi się, że w tym wieku już mi to nie pasuje, ale także nie bawię się już tak makijażem jak kiedyś i nie eksperymentuję. W różnych tuturialach wygląda to naprawdę świetnie i jestem na tak i chętnie pooglądam, ale u siebie mówię nie.



Baza pod podkład

Tak naprawdę nigdy jakoś nie miałam bzika na punkcie bazy pod podkład - nie testowałam nowości, nie kupowałam baz o różnych właściwościach. Miałam okazję wypróbować kilka baz i jakoś nie zauważyłam większego efektu po ich użyciu, dlatego nie czuję potrzeby, aby je kupować. Jeśli chcę, aby makijaż dobrze się utrzymywał, mam na to inne patenty i sposoby (chociażby w nieco inny sposób nakładam poszczególne kosmetyki takie jakie podkład czy puder). Poza tym, wolę dobrze przygotować skórę wcześniej, wybrać także odpowiedni krem oraz dobrać kosmetyki do makijażu, które same w sobie są dobre i będą się długo utrzymywać na skórze.


Pianka do golenia

Produkt, który stale gościł w mojej łazience i który kupowałam jak tylko mi się skończył to pianka do golenia. Był to kosmetyk, bez którego nie wyobrażałam sobie mojej pielęgnacji. Dawała poślizg, zmiękczała włoski i zwykle dzięki niej, nie miałam podrażnień po goleniu. Zwykle, ponieważ niektóre pianki sprawiały, że na nogach miałam mnóstwo czerwonych kropeczek po goleniu. Zastąpiłam ją innym produktem i urządzeniem. Najpierw wprowadziłam do swojej pielęgnacji urządzenie - depilator ipl, dzięki któremu nie musiałam już tak często używać maszynki (a co za tym idzie pianki), bo osłabiało włoski i zdecydowanie wolniej rosły. Następnie zaś piankę zamieniłam na naturalne mydło do golenia. To mydło ma kilka zalet - począwszy od tego, że jest zero waste (jak je zużyjemy to nie zostanie żadne opakowanie, nie mamy plastiku), jest naturalne, więc świetnie wpasowuje się w moją pielęgnację i nie szkodzi skórze, a także po goleniu nie borykam się z przesuszoną skórą czy podrażnieniami. Poz tym, takie mydło jest bardzo wydajne, można ukroić sobie kawałek, zamiast od razu używać całości i wystarczy na wiele miesięcy. Swoją drogą o mydle do golenia planuję napisać oddzielny wpis.

czym zastąpić piankę do golenia zero waste

Peeling do rąk

Kiedyś, zachłyśnięta różnorodnością kosmetyków, lubiłam testować nowości, dlatego wybierałam ciekawe produkty do różnych części ciała. I tak, kupowałam peelingi, które były specjalnie przeznaczone do rąk. Teraz uważam, że jest to trochę zabawne, bo równie dobrze mogę użyć w tym celu peeling do ciała czy do twarzy lub zrobić swój własny. Po co kupować oddzielny produkt?


Tradycyjne lakiery do paznokci

Lakiery do paznokci to coś, co od dawna wręcz kolekcjonowałam i miałam ich naprawdę mnóstwo. Można je było liczyć w setkach. Lubiłam malować paznokcie, tworzyłam także różne wzorki i zdobienia. Około pięć lat temu przerzuciłam się na lakiery hybrydowe. Te tradycyjne poszły w odstawkę. Stopniowo starałam się ich pozbywać ze swojej szuflady, jednocześnie robiąc miejsce na hybrydy. Nadal mam kilkanaście sztuk, które jeszcze nadają się do użycia (głównie Essie i Golden Rose), bo czasami po nie sięgam, gdy chcę pomalować paznokcie u stóp, ale od kilku lat, nie kupiłam żadnego zwykłego lakieru. Uwielbiam manicure hybrydowy za jego trwałość, błysk i to, że wygląda nienagannie przez wiele dni. Bardzo denerwowały mnie odpryski czy ścieranie się lakieru, a także moment, kiedy zwykły lakier musiał wyschnąć. Czekanie kilkanaście minut, a nawet dłużej, a i tak potem pojawiały się odgniecenia. Zatem na razie nie planuję powrotu do tradycyjnych lakierów.

 

Błyszczyki

W swoich zbiorach mam chyba jedną albo dwie sztuki, jednak nie kupiłam je sama, a dostałam. Nie kupuję błyszczyków, nie przepadam za ich formułą, efektem jaki dają czy tego, że się kleją. Zdecydowanie bardziej wolę tradycyjne pomadki, które dają kolor. Jeśli już mam coś nakładać na usta to chcę, aby było to widoczne. Jeśli nie chcę malować ust i używać kolorowej pomadki to sięgam po pomadkę nawilżającą, która nie daje koloru a pielęgnuje usta i dodatkowo lekko je nabłyszcza.


Nietypowe pomadki

Przestałam także eksperymentować z nietypowymi pomadkami. Wiem, jakie kolory lubię, jakie formuły mi odpowiadają i jakie nie wysuszają moich ust. Dlatego nie kupuję już pomadek we "wściekle" neonowym kolorze, w bardzo ciemnych lub trupich odcieniach, nie sięgam też po czerwone pomadki czy mocno zastygające pomadki w płynie. Wolę dwa razy poprawić kolor na ustach, niż czuć się  niekomfortowo w bardzo zastygającej pomadce wysuszającej usta, które potem muszę regenerować przez kilka dni. 


Pianka do włosów/ lakier do włosów

Nie kupuję także pianek do włosów - kiedyś chciałam nieco podkreślić ich skręt i myślałam, że pianka mi w tym pomoże, jednak efekt był krótkotrwały, a po kilku godzinach włosy wyglądały nieestetycznie i były przyklapnięte i strączkowały się. Od wielu lat, nie kupuję już pianek i nie wierzę w ich zastosowanie na moich włosach. Chciałabym wspomnieć także o pokrewnym produkcie, czyli lakierze do włosów. Od kilku lat go nie kupiłam, nie używam go też na co dzień, choć mam gdzieś w szafce jedno opakowanie, które leży i czeka na jakąś okazję. Zazwyczaj na wyjścia wybieram luźne fryzury, które nie wymagają utrwalenia. A jeśli już, to ten jeden czy dwa razy w roku, oddaje się z ręce fryzjerki, która ma wszystkie niezbędne produkty i jeśli jest taka potrzeba, to go używa.


minimalizm kosmetyczny jakich kosmetyków już nie kupuję

A Wy jakich kosmetyków już nie kupujecie? Bez jakich produktów możecie się obejść? I co uważacie za zbędne?


ZOBACZ TAKŻE:

Powiązane posty, które mogą Cię zainteresować

0 komentarze