Delikatny rumieniec? Róż nr 72 Inglot

Uwielbiam róże do policzków. Mam ich kilka, ale ciągle dokupuję coś nowego. Tym razem chciałam Wam pokazać róż z Inglota , który kupiłam w k...

Uwielbiam róże do policzków. Mam ich kilka, ale ciągle dokupuję coś nowego. Tym razem chciałam Wam pokazać róż z Inglota, który kupiłam w kwietniu, więc zdążyłam już wyrobić sobie o nim opinię.


Róż zamknięty jest w ładnym, estetycznym opakowaniu. Zawiera ono 2,5 g produktu i kosztuje 19 zł. Numer 72  jest to delikatny, chłodny róż, który jest matowo-satynowy. Nie zawiera drobinek. To troszkę taki kolor "barbie", jednak na twarzy wygląda bardzo subtelnie.


 Róż wbrew pozorom jest dosyć dobrze napigmentowany i możemy z nim przesadzić czy zrobić sobie nieestetyczne plamy, jeśli nałożymy go za dużo. Jednak jedno czy dwa machnięcia pędzlem dają ładny, naturalny efekt. Róż długo się utrzymuje na twarzy, nie zauważyłam, żeby nierównomiernie się ścierał. Nałożony rano, wieczorem nadal jest widoczny na twarzy, choć nie jest to taki sam efekt jak na początku. 
 Na pudełeczku mamy też informację, że róż zawiera Lipexel, który zapobiega wysuszaniu skóry przez niektóre składniki pudrów, róży i cieni, przywracając jej naturalny film lipidowy.




Kolor bardzo trudno uchwycić, na policzku wygląda delikatnie i zdjęcia niestety nie oddają jego piękna. Na zdjęciach powyżej udało mi się uchwycić jego kolor w miarę wiarygodnie. 
Jeśli lubicie takie odcienie, to myślę, że warto wypróbować ten produkt. Jest wydajny, długo się utrzymuje i nie kosztuje wiele.


A Wy miałyście ten produkt? Co o nim sądzicie? A może macie inny róż z Inglota? I koniecznie napiszcie jaki jest Wasz ulubiony róż do policzków.

Powiązane posty, które mogą Cię zainteresować

74 komentarze