Ulubieńcy i odkrycia 2017 roku | Kolorówka

  Co roku robię zestawienie produktów, które przez te kilkanaście miesięcy polubiłam i sięgałam po nie bardzo często. Pokazuję kosmetyk...

ulubieńcy kosmetyczni 2017 roku mac, estee lauder, revolution, inglot
 
Co roku robię zestawienie produktów, które przez te kilkanaście miesięcy polubiłam i sięgałam po nie bardzo często. Pokazuję kosmetyki - takie top of the top, czyli najlepsze z najlepszych, które świetnie się u mnie sprawdziły i z czystym sumieniem polecam także Wam. Wśród tych kosmetyków znajdują się także moje odkrycia, czyli produkty które pokazałam właśnie w tym roku. Jak zazwyczaj podzieliłam to na dwie części - dzisiaj możecie zobaczyć produkty kolorowe, do makijażu, natomiast w kolejnym wpisie pojawią się produkty pielęgnacyjne. Jak z kolorówką raczej nie szalałam i nie kupowałam zbyt wiele, tak moja pielęgnacja ogromnie się zmieniła (i zmienia nadal), więc będę miała o czym pisać i na ten wpis już dziś serdecznie Was zapraszam, jeśli borykacie się z suchą skórą lub taką, która się przetłuszcza - zmiana pielęgnacji pomogła "ogarnąć" mi te dwie rzeczy. A teraz przechodzę już do kolorówki i moich hitów 2017 roku.


PODKŁAD IDEALNY, CZYLI DOUBLE WEAR LIGHT Z ESTEE LAUDER

Ktoś, kto na co dzień używa podkładów wie, że to nie lada wyzwanie znaleźć ten jeden jedyny, który sprawdzi się dobrze w każdych warunkach i będzie spełniał nasze wszystkie oczekiwania. Sama cały czas poszukiwałam odpowiedniego podkładu - takiego, który będzie ładnie wyrównywał koloryt skóry, nie tworzył maski, wyglądał naturalnie i utrzymywał się wiele godzin. Przez moje ręce przewinęło się sporo podkładów, od tych tańszych z drogerii, przez minerały, po nieco droższe. Kupowałam pełnowymiarowe opakowania, testowałam próbki, jednak oprócz mojego ukochanego podkładu z Rimmela, który niestety wycofano, nic nie wyglądało dobrze na mojej twarzy przez wiele godzin. Owszem, były takie podkłady, które ładnie się prezentowały przez 2-3 godziny, ale to niestety za krótko i nie tego oczekuję od podkładu. Muszę oczywiście wspomnieć o zmianie pielęgnacji, bo to też odegrało kluczową rolę, że podkład lepiej wygląda i dłużej się utrzymuje, jednak niektóre podkłady i tak nie wyglądały najlepiej mimo lepszych nawyków i nawilżenia. Dopiero, gdy odkryłam podkład Double Wear w wersji Light z Estee Lauder okazało się, że mogą być takie produkty, które nie są mocno kryjące i ciężkie, a mogą wyglądać dobrze i utrzymywać się przez cały dzień. Podstawowa wersja w słoiczku, którą również posiadam, niestety nie sprawdziła się u mnie najlepiej, więc tym bardziej się ucieszyłam, że wersja Light, to zupełne przeciwieństwo tego podkładu, no może poza trwałością, bo jest równie dobra. Podkład nakładam na różne sposoby, czasem gąbeczką, innym razem pędzlem i oba sposoby się sprawdzają. Powstał o nim oddzielny wpis wraz ze swatchami i porównaniem z klasyczną wersją Double Wear, także jeśli jesteście zainteresowani tym podkładem, albo zastanawiacie się którą wersję wybrać, polecam przeczytać.

estee lauder double wear light review blog

POMADKI MAC

Nie będę oryginalna mówiąc, że ten rok należał do marki Mac, jeśli chodzi o usta. W ubiegłym roku również wspominałam o nich w ulubieńcach - wtedy królowała Mehr, a ten rok na nowo podbiła Plumful. Opakowanie już odbija dna i byłam pewna, że kupię kolejne, jednak na moment się wstrzymałam z zakupem i zamiast niej trafiła do mnie Craving, którą pokazywałam w poście z zakupami i prezentami, o bardzo zbliżonym odcieniu, tylko ciut mocniejsza. Jak powiedziała Magda (jeszcze raz dzięki za polecenie tego kolorku), to mocniejszy Plumful. Zamiast dwóch-trzech warstw Plumful wystarczy jedna Craving. Naprawdę piękna. Zresztą, moje usta są ogólnie kapryśne, często suche i spierzchnięte i bardzo łatwo je doprowadzić do takiego stanu, choćby przez noszenie jakiejś pomadki przez kilka godzin. Często też pomadki zbierają mi się i tworzą nieestetyczną linię na ustach. I nie wiem o co chodzi, ale pomadki Mac nie wysuszają moich ust i to jedne z lepszych, jakie nosiłam - poza tym wyglądają na nich dobrze przez długi czas. A już te o wykończeniach bardziej błyszczących - cuda! I jeśli zapytacie mnie, czy warto wydać tyle pieniędzy na pomadkę, to ja Wam odpowiem, że tak. Być może, gdyby inne, tanie pomadki dobrze wyglądałyby na moich ustach, nie zbierały się, nie warzyły i nie wysuszały ust, to nie kupowałabym kolejnych z Mac, ale na ten moment tylko Mac daje mi efekt, jakiego oczekuję.

pomadki mac czy warto je kupić plumful, craving

KREMOWY, ZASTYGAJĄCY CIEŃ Z MAYBELLINE W DUECIE Z INGLOTEM

W 2017 roku niemalże non stop sięgałam po duet brązowo-złotych cieni: kremowy On and on bronze z Maybelline oraz cień nr 402 z Inglota. Duet nie do zdarcia. Po wcześniejszym przypudrowaniu powieki i nałożeniu bazy, nakładałam kremowy cień, a na niego wspomniany cień z Inglota o bardzo zbliżonym kolorze, który intensyfikował odcień. Gdy nie wiedziałam co w danym momencie nałożyć na powieki, sięgałam po te dwa cienie. Zabierałam je ze sobą na wyjazdy, bo nie zajmowały wiele miejsca, nosiłam na co dzień (delikatniejsza wersja) i na większe wyjścia (mocniejsza). Co ważne, tradycyjne cienie nie utrzymują się na moich powiekach w nienaruszonym stanie cały dzień, często blakną, rolują się lub po prostu znikają. Moja opadająca powieka niestety tego nie ułatwia. A ten duet wytrzymuje od rana do wieczora, a czasem i dłużej. Naprawdę! Dlatego, gdy chcę, aby na moich oczach nadal coś błyszczało, a wiem, że nie będę poza domem wiele godzin, sięgam po to sprawdzone kombo. Jeśli jeszcze nie próbowałyście i nie miałyście z nimi do czynienia to serdecznie polecam. Powiem tylko, że póki co, polecam ten konkretny kremowy cień - miałam też kilka innych odcieni z Maybelline (fioletowy, matowe beż i róż) i niestety one się nie sprawdziły.

on and on bronze maybelline, inglot 402 dupe satin taupe mac

PALETA GLOW RENAISSANCE MAKEUP REVOLUTION

Pisząc wpis, który poświęciłam właśnie tej palecie, a raczej paletom z tej serii, napisałam, że jest to odrobina luksusu na każdą kieszeń. To prawda, kosmetyki tej marki nie są drogie, a wyglądają naprawdę luksusowo - począwszy od kartonika, w który są zapakowane, przez welurowy woreczek, po samą paletkę i jej wygląd. I oczywiście jakość tej paletki jest naprawdę na wysokim poziomie. Paleta zawiera rozświetlacz oraz bronzer, i to moje duże odkrycie, ponieważ do tej pory rzadko sięgałam po bronzery, żeby nie powiedzieć, że wcale, bo po prostu nie znalazłam idealnego odcienia dla mnie. Bronzer, który znajduje się w tej palecie jest genialny! Jasny, delikatny, w chłodnym odcieniu, bardzo długo się utrzymuje i nie robi plam. Rozświetlacz również bardzo dobrze się sprawdza i bardzo często po niego sięgam. Sami możecie zobaczyć w tym poście jak pięknie prezentowała się paletka zaraz na początku, gdy jeszcze miała ładne tłoczenia i nie zużyłam jej tak wiele oraz jej swatche, a także inne palety (z cieniami) z tej serii.

glow renaissance makeup revolution blog

RÓŻ DO POLICZKÓW: DANDELION & GALIFORNIA BENEFIT

Uwielbiam róże do policzków i przyznam, że miałam mały problem, który z nich tutaj umieścić, bowiem na miano ulubieńca roku zasłużyły aż cztery produkty - każdy z nich używałam bardzo często, można powiedzieć, że zamiennie i równie dobrze mi się sprawdzały. Aby nie powstał wpis-tasiemiec zdecydowałam się wyróżnić dwa z nich - róż Dandelion oraz Galifornia (oba z Benefit). Każdy z nich możecie kupić jako osobny produkt w Sephorze, ja posiadam ogromną paletę, w której  znalazły się m.in. te dwa róże. Używałam ich solo, ale czasami także mieszałam ze sobą - wtedy uzyskiwałam świetny efekt - świeżej, wypoczętej i rozświetlonej cery. Piękne kolory, świetna trwałość i ładny, subtelny zapach, gdy otwierałam paletę. Jeśli szukacie czegoś z nieco wyżej półki cenowej, to warto rozważyć ich zakup. Dandelion to matowy, raczej chłodny odcień różu, natomiast Galifornia ma w sobie mieniące się w słońcu drobinki, jest cieplejsza i łączy w sobie róż, brzoskwinię i złoto, ale nadal robi to w dobrym guście i świetnie prezentuje się na policzkach. O palcie wspominałam przy okazji wpisu droższe kosmetyki warte swojej ceny.

cheek parade dandelion galifornia benefit

 I dotrwaliśmy do końca. Tak prezentują się moi ulubieńcy makijażowi 2017 roku. Wybrałam tylko kilka perełek, to takie hity wśród innych ulubionych produktów, to kosmetyki, które nigdy mnie nie zawodzą i bardzo często do nich wracam. Z całego serca polecam je także Wam - myślę, że warto rozważyć ich zakup, albo chociaż wypróbować będąc w drogerii czy w Sephorze i przekonać się, czy będą Wam odpowiadać, bo może także znajdziecie wśród nich swoich przyszłych ulubieńców.

ulubieńcy i odkrycia roku kolorówka 2017

Który produkt najbardziej Was zainteresował? A może macie ochotę kupić któryś z nich? Jak wyglądają Wasi makijażowi ulubieńcy 2017 roku? Napiszcie w komentarzach choć jeden produkt, który był Waszym wielkim hitem czy odkryciem minionego roku. 


ZOBACZ TAKŻE:

Powiązane posty, które mogą Cię zainteresować

0 komentarze

INSTAGRAM @DELISHEBLOG