Styczeń bez zakupów, czyli jak wytrwałam bez kupowania kosmetyków

Osoby, które śledzą mnie na Instagramie i przypatrują się moim działaniom zapewne wiedzą, że wzięłam udział w małym wyzwaniu, które pol...

detoks zakupowy, minimalizm kosmetyczny

Osoby, które śledzą mnie na Instagramie i przypatrują się moim działaniom zapewne wiedzą, że wzięłam udział w małym wyzwaniu, które polegało na tym, aby nie kupować żadnych kosmetyków przez cały miesiąc. Dla jednych to nic trudnego i powiedzą, co to za problem, inne osoby skrzywią się ale z nieco innym komentarzem - jak można nie kupować przez miesiąc? Po co tak się katować i ograniczać. Każdy z nas ma inne nawyki, wyobrażenia i styl życia, dlatego jest to jak najbardziej zrozumiałe. Sama lubię brać w tego typu wyzwaniach - po prostu łatwiej coś wykonać, co sobie postanowiliśmy i chęć "wygranej" jest duża, przez co jesteśmy zmotywowani do tego, aby wykonać zadanie. W tym wyzwaniu było to tylko albo aż niekupowanie kosmetyków, ale można zrobić coś innego bądź rozszerzyć to wyzwanie na ubrania, dodatki do domu, dodatkowe jedzenie i zapasy. 

Po co w ogóle brać udział w wyzwaniu miesiąc bez zakupów? 

Oczywiście osoby, które kupują świadomie, nie mają żadnych zapasów, na bieżąco wszystko zużywają raczej nie znajdą nic ciekawego czy fascynującego w tym projekcie. To wyzwanie jest skierowane przede wszystkim do osób, które mają zbyt dużo rzeczy (w tym przypadku kosmetyków), uwielbiają promocje, często nawet nieświadomie dorzucają coś do koszyka czy ulegają zachętom innym, promocjom i reklamom. To także wyzwanie dla tych, którzy chcą ograniczyć ilość posiadanych rzeczy, oczyścić swoją toaletkę i szafki, chcą zużyć to co mają, a przy okazji pozbyć się tych rzeczy czy to dlatego, aby potem móc wybrać coś innego, o czym od dawna marzyliśmy czy po prostu zredukować nadmiar i posiadać mniej. Niezależnie od tego, jakimi pobudkami się kierujemy, warto stawiać sobie cele, robić wyzwania, które motywują nas do zmian

Styczeń bez zakupów kosmetycznych - jak przebiegał u mnie

Zapewne część z Was pamięta moje wyzwanie, które polegało na tym samym, czyli niekupowaniu kosmetyków. Początkowo założyłam trzy miesiące ale potem przedłużyłam je o kolejne trzy, co daje pół roku bez kupowania kosmetyków. O moim wyzwaniu, celach i założeniach i o tym, jak to wszystko się zaczęło pisałam w poście Kosmetyczny minimalizm | Podejmuję się wyzwania i podsumowałam całe wyzwanie w Kosmetyczny minimalizm, czyli jak wytrzymałam 3 miesiące (a właściwie 6) bez zakupów. Tam też pisałam jak sobie poradziłam, czy udało mi się przetrwać bez zakupów i jakie były pozytywne aspekty tego wyzwania, korzyści i co mi dało to wyzwanie. Dlatego jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na ten temat, ale także co ja o tym sądzę i czy warto podjąć się takiego wyzwania, koniecznie nadróbcie tamte wpisy o ile już ich nie czytaliście. Zatem kontynuując, tamto wyzwanie pozwoliło mi dostrzec i wysnuć wiele wniosków. Styczniowe wyzwanie nie było zatem dla mnie czymś nowym i wiedziałam czego mniej więcej się spodziewać. Jednak mimo to a może właśnie dlatego wzięłam w nim udział. Od tamtego wyzwania znów przybyło mi sporo kosmetyków, choć z pewnością nie aż tyle co poprzednim razem. I tak bardziej świadomie robię zakupy i wybieram kosmetyki niż kilka lat temu. Jednak mimo to troche tych kosmetyków nadal mam i ponowne wyzwanie w niczym mi nie zaszkodzi a  może tylko w tym pomóc.

Przede wszystkim nie przygotowywałam się do tego jakoś szczególnie - przed podjęciem wyzwania nie robiłam zapasów, nie uzupełniałam braków, nie sprawdzałam, co mam a czego mi potrzeba. Wyzwanie ma prowadzić do tego, aby zmniejszyć ilość rzeczy, a nie kupować coś przed nim (co uważam za mało sensowne), ma polegać między innymi na tym, aby poradzić sobie w takiej sytuacji, gdy czegoś nam braknie, poszperać w swoich zapasach czy przypadkiem nie ma tam jakiejś rzeczy, którą moglibyśmy teraz używać albo zastanowić się czy jest jakiś zamiennik, który możemy używać w danym celu a niekoniecznie jest do tego przeznaczony. Dzięki temu, sięgamy po coś, czego byśmy nie użyli, redukujemy zapasy, ale także pobudzamy kreatywność i korzystamy z tych kosmetyków, które leżą nieco zapomniane. Tyczy się to zarówno pielęgnacji jak i kolorówki. Sama sięgnęłam po zapomnianą paletkę cieni, gdy mój ulubiony brązowy cień sięgnął dna. Używałam go namiętnie i uwielbiałam, jednak przez to inne cienie poszły nieco w odstawkę. Gdy mi się skończył szukałam w swoich zbiorach czegoś,co mogłabym teraz używać. I takim sposobem używam cienia, który leżał zapomniany, całkiem dobrze się sprawuje a przy okazji jest bardzo prawdopodobne, że niebawem go zdenkuję a co za tym idzie moje zbiory się zmniejszą. Podobnie było z szamponem, który był w zapasach i jakoś nie po drodze było mi go otworzyć i używać, ale w końcu gdy potrzebowałam go, to okazał się być całkiem przyjemnym produktem. Małymi krokami, powoli możemy osiągnąć większe sukcesy. Moim celem było zmniejszenie ilości posiadanych kosmetyków, tak, abym pewne produkty nie leżały długo nieużywane, a zwyczajnie bym mogła z nich często korzystać. Logiczne jest to, że im więcej posiadamy tym rzadziej sięgamy po jedna z wielu rzeczy (czy to w przypadku kosmetyków czy ubrań), bo po prostu mamy większy wybór i zanim sięgniemy po jakąś rzecz to minie więcej czasu. Doszłam do takiego momentu, że ilość posiadanych rzeczy (tu kosmetyków) może być mniejsza a nadal będę mogła wykonać ciekawy i różnorodny makijaż - wcale nie znaczy, że jak będę miała 10 palet cieni to moje makijaże będą bardziej różnorodne niż wtedy gdy tych palet będzie 3. Zwykle cienie, po które sięgam są w podobnej kolorystyce i powtarzają mi się w danych paletach. Chciałabym też mieć przyjemność z używania konkretnej palety, którą sobie kupię, a nie martwić się, że przecież mam jeszcze 9 innych albo że rzadko po nią sięgam a termin ważności niedługo upłynie.


minimalizm kosmetyczny, miesiąc bez zakupów kosmetycznych

W styczniu nic nie kupiłam. I nie było żadnych wyjątków, po prostu, zwyczajnie nie kupiłam żadnego kosmetyku. To naprawdę fajna sprawa - nie tylko kupowanie może być przyjemne! Dzięki temu, że podjęłam się wyzwania, nie kupowałam nowych kosmetyków, nie zwiększała się ich liczba a wręcz przeciwnie, z ładnym tygodniem ich ubywało.

Zużyłam za to całkowicie trzy szampony, jeden duży żel pod prysznic, odżywkę do włosów, dwa płyny micelarne, maseczkę w tubce, trzy małe peelingi do ciała, balsam, dwa tusze do rzęs, dwa cienie, jeden podkład mineralny, a oprócz tego wiele kosmetyków ma spore zużycie bądź jest widoczny ubytek czy denko w przypadku kosmetyków kolorowych. Ogromnie mnie to cieszy i motywuje do dalszej pracy nad kosmetykami które mam. Równocześnie z wyzwaniem styczeń bez zakupów, wzięłam udział w Project Pan i wytypowałam 6 kosmetyków, którym chcę bliżej się przyjrzeć, częściej po nie sięgać tak, aby zużyć je w całości (lub po prostu zużyć w jakimś stopniu) do końca zimy. To wyzwanie jeszcze nadal trwa, więc jestem ciekawa jak mi pójdzie. Jednak dosyć często sięgam po kosmetyki, które wytypowałam, więc mam nadzieję, że pójdzie sprawnie i szybko.


Co dało mi wyzwanie?

Poza tym, że zmniejszyłam ilość posiadanych kosmetyków, wyzwanie pokazało mi, że mogę się obyć bez pewnych produktów, zakupy kosmetyczne w większości przypadków nie są konieczne a to tylko nasza zachcianka. Oczywiście nie mam zamiaru rezygnować z niektórych zachcianek ale chcę robić to z głową i mieć dobrze przemyślany każdy zakup. Celem było i nadal jest to, aby zlikwidować zapasy kosmetyczne, kupować na bieżąco jak coś mi się skończy; dopuszczam dosłownie 2-3 sztuki kosmetyków w zapasach a nie całe mnóstwo w szafkach i kartonach. Chciałam też pozbyć się nielubianych kosmetyków, bo po co mają zalegać na półkach -  czy to je wyrzucić czy zużyć w inny sposób (Jak zużyć niechciane kosmetyki? Co zrobić z kosmetykami, które się nie sprawdziły?). Wyzwanie pozwoliło mi także zaoszczędzić pieniądze, nie kupowałam kosmetyków więc i moje oszczędności nie topniały. Uświadomiło mi także, ile tak naprawdę kosmetyków mi trzeba, pokazało po co sięgam najczęściej, czego kompletnie nie używam i czego nie muszę kupować. Na dłuższą metę dzięki miesiącom bez impulsywnych zakupów możemy pozwolić sobie na droższą rzecz bądź taką, o której marzyliśmy. Jeśli nie potrzebuję  kolejnego podkładu, czterech lakierów do paznokci, a robimy zakupy żeby tylko coś kupić to myślę, że warto to przemyśleć i być może spróbować takiego wyzwania. Styczeń bez zakupów kosmetycznych pozwolił mi odkryć także nowe kosmetyki, które cały czas czekały na rozpakowanie, poznać nowe marki, znaleźć nowych ulubieńców. Okazało się, że wcale nie potrzebuję nowych kosmetyków, że spokojnie mogę obyć się bez nowości i korzystać z tego, co już mam. Taki mały detoks pozwala też bardziej świadomie wybierać produkty, dłuzej zastanowić się nad danym zakupem a i potem o wiele bardziej się z niego cieszyć niż wtedy, gdy kupujemy zbyt wiele rzeczy lub po kilka rzeczy tego samego rodzaju i nie koniecznie przemyślimy ten zakup.

detoks zakupowy, minimalizm kosmetyczny

Korzyści płynące z podjęcia detoksu zakupowego

Zatem zbierzmy razem wszystkie korzyści, jakie dało mi to wyzwanie. Jeśli do tej pory nie byliście pewni, czy warto, to te punkty powinny Was przekonać.

- zmniejszenie ilości posiadanych rzeczy, tutaj: kosmetyków
- zaoszczędzenie pieniędzy
- zużycie niechcianych kosmetyków, które zalegały
- świadomość, że bez wielu rzeczy potrafimy się obyć
- pobudzenie kreatywności
- paradoksalnie możliwość kupienia droższej rzeczy (zamiast 5 tańszych jedna droższa)
- uświadomienie ile kosmetyków tak naprawdę używamy, co musimy a czego nie potrzebujemy kupować
- bardziej świadome wybieranie produktów w przyszłości, aby nie powtórzyć tego samego błędu
- wykorzystanie produktów w innych celach, jeśli nie sprawdziły się zgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem
- odkrycie dobrych produktów wśród tych, które posiadam bądź leżały w zapasach
- zastanowienie się nad ilością rzeczy i przeniesienie wyzwania na inne aspekty i dziedziny (ubrania, gadżety, dodatki).


Podsumowując, "styczeń bez zakupów" okazał się być fajnym doświadczeniem, pomógł mi także zminimalizować zapasy, zużyć całkiem sporo kosmetyków, ale także bardziej świadomie wybierać pewne rzeczy i uświadomił, że lepiej zastanowić się dłużej nad danym zakupem, poczekać kilka dni czy tygodni i dopiero wtedy wrócić do tego i przemyśleć czy faktycznie ta rzecz jest mi niezbędna i czy nadal bardzo chce ją kupić. Na luty nie mam żadnych planów zakupowych, do tej pory nic nie kupiłam i myślę, że spokojnie to co mam, wystarczyłoby mi na kolejny miesiąc a nawet i dłużej. Zatem pewnie rozszerzę to wyzwanie na kolejny miesiąc i sama przekonam się, jak mi dalej pójdzie.


A Ty, jak podchodzisz do tematu zakupów? Zdarza Ci się robić nieprzemyślane zakupy, których potem trochę żałujesz? A może sama spróbujesz podjąć się takiego wyzwania?


ZOBACZ TAKŻE:

Powiązane posty, które mogą Cię zainteresować

0 komentarze