3 hity kosmetyczne od Nabla, Smashbox i Revolution | Czy warto je kupić?

Są takie kosmetyki, o których mówi prawie każdy. Wchodzą na rynek i robią wielkie zamieszanie. Każdy chce je przetestować, dowiedzieć si...


Są takie kosmetyki, o których mówi prawie każdy. Wchodzą na rynek i robią wielkie zamieszanie. Każdy chce je przetestować, dowiedzieć się, jak się sprawdzą, a jeśli ktoś znany je poleci to już w ogóle - po prostu musimy je mieć. Oczywiście, uogólniam i nie każda osoba od razu leci na zakupy, ale wiecie o co mi chodzi - o kosmetyki, które robią szał i słyszał o nich chyba każdy. I właśnie dziś chcę zmierzyć się z takimi produktami. Wybrałam trzy kosmetyki, które posiadam, a które są znane i jest lub było o nich głośno. O tym, czy naprawdę są godne zakupu czy się u mnie sprawdziły, a może  to kolejny chwyt marketingowy, opowiem w tym poście. 


ZAMIENNIK TARTE? | KOREKTOR CONCEAL&DEFINE REVOLUTION

Korektor legenda porównywany ze słynnym korektorem marki Tarte. Był wykupywany w drogeriach internetowych, trudno dostępny, a zwłaszcza ciężko było dostać jasne odcienie. Teraz, gdy nieco ochłonęliśmy ze wszystkich zachwytów, postanowiłam go wypróbować i zobaczyć, jaki jest naprawdę. Przy okazji pojawiło się coraz więcej negatywnych bądź mało pochlebnych opinii na jego temat, więc tym bardziej chciałam go przetestować. 

Sam design korektora bardzo mi się podoba - korektor ma ładne, minimalistyczne opakowanie oraz nieco większy aplikator niż te, do których byłam przyzwyczajona. I właśnie ta ostatnia rzecz nie do końca przypadła mi do gustu. Duży aplikator nie jest tak precyzyjny jak być powinien oraz nabiera zbyt dużą ilość produktu. Oczywiście możemy zebrać nadmiar lub wytrzeć go o ścianki, jednak przez to produkt się marnuje, a tego nie lubię. Odcień, jaki posiadam to C2 i akurat z kolorem trafiłam - ładnie wtapia się w skórę, nie odznacza się i współgra z podkładem. A jak z działaniem? Początkowo myślałam, że będę zadowolona - korektor ładnie się rozprowadza (najczęściej wklepywałam go gąbeczką), zastyga i ma naprawdę dobre krycie. Jednak po pewnym czasie (czasami już po godzinie) korektor wchodzi w załamania i podkreśla wszelkie zmarszczki mimiczne. Jak bez makijażu prawie ich nie widać, tak tutaj są mocniej podkreślone, co jest nieco paradoksalne - korektor miał wygładzać te okolice, zakrywać cienie i ładnie "blurować", a tego nie robi. Zawiodłam się, bo miałam nadzieję, że jednak mi się sprawdzi i będzie to coś, co będę mogła używać na większe wyjścia ale i w mniejszej ilości na co dzień. Oczywiście używam go nadal, bo nie lubię wyrzucać kosmetyków - zmieniłam nieco koncepcję i nakładam jeszcze mniejszą ilość ale nie pod samą dolną powiekę, a tylko na cienie pod oczami - w tej roli sprawdza się dobrze, czasami ląduje też na niedoskonałości. Szkoda, bo przez krycie i kolor zapowiadał się naprawdę fajnie.



LOVE&HATE | PODKŁAD STUDIO SKIN SMASHBOX

Kolejny smaczek, o którym było głośno to podkład Studio Skin marki Smashbox. Mam go już dosyć długo, więc mogę w pełni powiedzieć, jak się u mnie sprawuje. Mój odcień to 1.0. Podkład nakładałam zarówno pędzlem jak i gąbeczką, tak, aby znaleźć dla niego odpowiednią metodę - pędzlem zapewnimy sobie większe krycie, gąbeczką bardziej naturalny wygląd.

Ten podkład okazał się kolejnym kosmetykiem, z którym mam mieszaną relację. Jednego dnia potrafi wyglądać całkiem dobrze, drugiego wręcz okropnie. I jak początkowo byłam z niego zadowolona to na dłuższą metę niekoniecznie sobie radzi. Po kilku godzinach potrafi się zwarzyć i podkreśla nieestetycznie włoski oraz skórki w strefie T. Stosowałam go z różnymi pudrami, jednak z żadnym z nich nie stworzył duetu idealnego, choć zauważyłam, że gdy skóra wyprodukuje już trochę sebum wygląda lepiej niż zaraz po nałożeniu. Na pewno nie mogę nałożyć go zbyt dużo - w mniejszej ilości (ale co za tym idzie przy mniejszym kryciu) nie wygląda tak źle i nawet dłużej się utrzymuje, jednak podkład kupiłam z myślą o tym, że ma dobre krycie i będzie się nadawał na większe wyjścia, więc trochę go to dyskwalifikuje. Na jego korzyść przemawia szeroka gama kolorystyczna i to, że nie jest wyczuwalny na twarzy, a komfortowy w noszeniu. Zużywam go w małych ilościach w dni, w których nie muszę mieć przez wiele godzin makijażu, wtedy spokojnie wytrzyma te 4-6godzin. Chciałam coś, co będzie utrzymywało się przez wiele godzin, pięknie wyrówna koloryt i będzie miało świetne krycie, jednak okazał się to raczej przeciętny podkład - być może osoby z inną cerą niż moja będą bardziej zadowolone. Na pewno dam mu jeszcze szansę i spróbuję mieszać go z czymś innym - może to okaże się dobrym rozwiązaniem.

smashbox studio skin
swatche smashbox studio skin, nabla gotham, conceal & define revolution

CHŁODNY BRONZER DLA JASNYCH CER? BRONZER GOTHAM NABLA

Bronzer Nabla w odcieniu Gotham to już mała legenda. Uznawany za bronzer idealny dla osób, które tak jak ja, mają jasną cerę, są blade bądź nie lubią bardzo ciepłych bronzerów. Od początku bardzo chciałam go wypróbować, jednak chciałam najpierw zużyć to, co miałam i dopiero zrobić zakupy. Kupiłam go pod koniec ubiegłego roku, więc mogę powiedzieć co nieco na jego temat.

Bronzer znajduje się w okrągłym, zamykanym na magnes opakowaniu i co jest ciekawe to to, że możemy dokupywać sam wkład do niego, tzn. gdy już nam się skończy to zamiast kupować produkt z opakowaniem możemy wybrać samo uzupełnienie, co jest zarówno fajne dla osób, które nie chcą wytwarzać kolejnych śmieci, dla osób które produkty lubią przechowywać w magnetycznych paletach czy dla tych, którzy chcą zaoszczędzić - bowiem wkład kosztuje mniej niż pełny produkt. Bronzer w odcieniu Gotham ma chłodny, jasny odcień, który jest delikatny, wiec nie zrobimy sobie nim nieestetycznych plam. Jeśli chcemy zwiększyć jego widoczność, to wystarczy dołożyć kolejną warstwę. Wreszcie jest to bronzer, który wygląda na twarzy naturalnie i naprawdę dobrze. Gdy go nakładam, mam wrażenie, że jest to produkt luksusowy - jego odcień, zapach, opakowanie to, w jaki sposób się go nakłada, za tym przemawia. Ładnie się go blenduje, trwałość jest zadowalająca - utrzymuje się wiele godzin, a na koniec nie znika nierównomiernie, ale delikatnie blednie i traci na intensywności. Z całej trójki okazał się być najlepszy i tutaj podzielam zachwyty innych osób. Uwielbiam go, sięgam po niego bardzo często i jeśli go zużyję to myślę, że kupię go ponownie. Serdecznie polecam osobom, które szukają czegoś delikatnego, gdzie efekt możemy stopniować, mają jasne cery i nie lubią pomarańczowych tonów.



Znacie te kosmetyki? A może macie o nich zupełnie odmienne zdanie? 

Powiązane posty, które mogą Cię zainteresować

0 komentarze

INSTAGRAM @DELISHEBLOG