Denko: kosmetyki naturalne i co kupiłam w zamian

Na początku nowego roku chciałam jeszcze rozliczyć się kosmetycznie i podsumować, jakie produkty zużyłam w ostatnim czasie. Ostatni proj...

naturalne kosmetyki do twarzy i ciała denko

Na początku nowego roku chciałam jeszcze rozliczyć się kosmetycznie i podsumować, jakie produkty zużyłam w ostatnim czasie. Ostatni projekt denko obejmował tylko kosmetyki do makijażu - swoją drogą było tam kilka fajnych produktów i perełek - a tym razem będą to kosmetyki do pielęgnacji. Polubiliście formę, gdzie pokazuję oprócz zużytych produktów zamienniki czyli kosmetyki których będę używać w zamian, zatem i dziś będzie to w takiej formie. Już teraz zapraszam Was także na kolejne wpisy podsumowujące ten rok, czyli ulubieńcy kosmetyczni do makijażu oraz pielęgnacji a także ulubieńców niekosmetycznych i podsumowanie całego roku. Styczeń zatem będzie należał do podsumowań i poleceń produktów, które świetnie mi się sprawdziły. Jednak dziś już nie przedłużam, zabieram się za przedstawienie Wam tych produktów, które zużyłam i co mam w zastępstwie. Zatem zaczynamy!



Krem pod oczy D'Alchemy

Ten krem był mocno zachwalany przez wiele znajomych mi osób, miałam okazję "wypróbować" go także na Targach Kosmetycznych, aby ostatecznie go kupić przez internet w korzystnej cenie. I okazał się strzałem w 10! Takiej konsystencji, jak w kremie pod oczy d'Alchemy dawno nie spotkałam - niby zbita i treściwa, ale po nałożeniu łatwo się rozprowadzał i był lekki i puszysty. Dobrze nawilżał, ale to, co mnie urzekło to to, jak radzi sobie z wygładzeniem okolic pod oczami - zmarszczki są naprawdę mniej widoczne, skóra bardziej napięta i jędrna i nieprzesuszona. Oczywiście potrzeba do tego regularności, jak zresztą przy każdym kosmetyku. Co ciekawe, miałam też próbkę tego kremu w saszetce i muszę przyznać, że ta próbka nie zrobiła na mnie wrażenia - wydawało mi się, że konsystencja jest nieco inna - może to kwestia opakowania, sama nie wiem. Mimo wszystko wiem, że krem w pełnowymiarowym opakowaniu jest naprawdę świetny! Teraz zrobiłam sobie małą przerwę od niego i będę używać coś, co znalazłam w Kalendarzu adwentowym kremdelakrem, czyli krem pod oczy Jardin. Przyznam, że ta marka ostatnio zrobiła się popularna, więc z przyjemnością sprawdzę ten produkt. A do D'Alchemy na pewno wrócę, mimo wysokiej ceny, jestem w stanie zapłacić za taką jakość.


krem pod oczy d'Alchemy i krem pod oczy jardin


Nawilżający płyn micelarny Vianek

Będę nudna w tym temacie bo w każdym projekcie denko pokazuje ten płyn micelarny z Vianka, jednak jest to marka do której ciągle wracam i której płyny micelarne używam regularnie. Nie znalazłam jeszcze niczego lepszego w tej cenie i o tak dobrej dostępności - oczywiście jeśli macie coś fajnego do polecenia, koniecznie mi napiszcie. A płyn oczywiście dobrze zmywa makijaż, nie szczypie w oczy i nie przesusza. To mi wystarczy więc wracam do niego za każdym razem jak mi się skończy. Tym razem jednak w zastępstwie mam coś innego, mianowicie esencję micelarną marki Polny Warkocz. Ten produkt znalazłam w kalendarzu adwentowym, którego zawartość każdego dnia pokazywałam Wam na moim Instagramie @delisheblog. Mam nadzieję, że ten płyn będzie równie dobrym produktem jak ten z Vianka, bo marka jest dosyć znana i lubiana przez wiele osób, więc pokładam w nim duże nadzieje.

naturalny płyn micelarny Vianek i Polny Warkocz


Żel micelarny do twarzy Vis Plantis

Żel Vis Plantis dostałam przy okazji promocji książki dotyczącej skóry. Początkowo myślałam, że to raczej średni produkt i przez pewien czas leżał w zapasach. Jednak gdy wszystko mi się skończyło to po niego sięgnęłam. I naprawdę miło mnie zaskoczył! Okazał się świetnym produktem - bardzo dobrze radził sobie z domywaniem resztek makijażu i używałam go zwykle jako ostatni etap w oczyszczaniu skóry po olejku. Miał taką konsystencję jaką lubię - nie mazał się po twarzy, a wszystko ładnie zbierał i łatwo było go zmyć z twarzy. Przy tym był bardzo wydajny - używałam go wiele miesięcy, raz dziennie przy wieczornym demakijażu. Żel posiadał pompkę, co ułatwiało aplikację i dozowanie odpowiedniej ilości produktu. Jeśli nie znajdę nic lepszego, to chętnie do niego wrócę. Następcą tego żelu będzie słynny już żel do mycia twarzy z Babo w szklanej butelce. Mam nadzieję, że będę z niego zadowolona i jeszcze o nim usłyszycie na blogu.

żel do mycia twarzy Vis Plantis i żel Babo


Tonizujący żel do mycia twarzy Bandi

Ten żel do twary z Bandi to moje małe odkrycie. Marka Bandi wypuściła na rynek ekoceutyki, które zawierają blisko 100 procent składników jest pochodzenia naturalnego. Produkt ten jest bezzapachowy, hypoalergiczny i faktycznie jest delikatny i nieagresywny. Ja używałam go do porannego oczyszczania twarzy i w tej roli sprawdził się znakomicie. Wystarczyła jedna pompka produktu, aby umyć dokładnie całą twarz. Nie powodował ściągnięcia i przesuszenia, był naprawdę bardzo łagodny i delikatny i jeśli szukacie czegoś do stosowania rano to serdecznie polecam. Bardzo możliwe, że wrócę do tego kosmetyku, bo świetnie się u mnie sprawdził - nie lubię mocnych, agresywnych kosmetyków, kiedy to chcę tylko delikatnie oczyścić twarz po nocy, dlatego ten żel spełnił wszystkie moje oczekiwania. Dodatkowo jest w szklanej buteleczce z pompką i ma 90ml, więc spokojnie można go ze sobą zabierać w podróż. Kosmetyk, który będę używać w tej samej roli to pianka do mycia twarzy Foa-m my god z Alkemie. Podobno to bardzo delikatny i przy okazji nawilżający produkt, wiec jestem bardzo ciekawa, jak się sprawdzi. Tę piankę polecało wiele osób lubiących naturalną pielęgnację, więc tym bardziej mnie zainteresowała i chciałam ją przetestować. Myślę, że za jakiś czas przygotuję wpis z aktualną pielęgnacją twarzy i tam napiszę kilka słów na jej temat.


pianka do mycia twarzy Alkemie, żel Bandi


Odżywczy olejek do demakijażu Mandarynkowe oczyszczenie Natu Handmade

Olejki to coś, co pokochałam w demakijażu w twarzy. Wypróbowałam już wiele różnych olejków i co nieco wiem w tym temacie. Na Targach Kosmetyków Naturalnych kupiłam mandarynkowy olejek do demakijażu od Natu Handmade, o którym słyszałam wiele dobrego. I faktycznie, nie zawiodłam się. Używałam go regularnie, za każdym razem, gdy miałam makijaż, w dwuetapowym oczyszczaniu twarzy. To rzadki olejek, który łatwo rozprowadzić na twarzy, a następnie zmyć przy pomocy ściereczki. Bardzo dobrze radził sobie ze zmyciem makijażu, a przy okazji pięknie pachniał mandarynkami. Był wydajny i posłużył mi przez kilka miesięcy. "Skutkiem ubocznym" tego olejku było to, że oprócz podstawowej roli jaką spełniał, czyli demakijaż, także ładnie nawilżał skórę, po zmyciu była miękka, gładka i jędrna. Gdy mi się skończył, zaczęłam używać olejku do demakijażu marki Sape. To kolejna naturalna marka, którą poznałam i której kosmetyki mnie zainteresowały. Olejek jest w formie stałej, jednak pod wpływem ciepła i paców topi się i bez żadnych problemów można rozsmarować go na twarzy. Dobrze zbiera zanieczyszczenia z twarzy, łatwo go zmyć ciepłą ściereczką i jest naprawdę wydajny. Więcej na jego temat na pewno jeszcze napiszę na blogu, bo jest warty uwagi. A czy kupię ponownie olejek z Natu? Tak! właściwie już to zrobiłam i olejek dzielnie czeka na swoją kolej.


olejki do demakijażu Sape i Natu Handmade

Żel pod prysznic Pink Grapefruit The Body Shop i mydło miodowe Bania Agafia

W tym denku pojawiły się także dwa produkty do mycia ciała. Pierwszy z nich, czyli żel pod prysznic z The body Shop używałam zwłaszcza w cieplejsze dni - to idealny produkt na wakacje czy np. do stosowania po treningu i ćwiczeniach. Ma niesamowicie orzeźwiający zapach - pachnie naprawdę jak różowy grejpfrut! Miał typową żelową konsystencję, więc na pewno był mniej wydajny niż bardziej gęste, kremowe żele. Jednak ze względu na zapach jestem mu w stanie to wybaczyć. Drugi produkt, który zużyłam to mydło miodowe Bania Agafia. Bardzo lubiłam tę konsystencję - gęstą, która po połączeniu z wodą ładnie się pieniła i tak naprawdę wystarczyła niewielka ilość, aby dokładnie umyć całe ciało, przez co produkt miał bardzo dobrą wydajność. Ciało było nawilżone, nieprzesuszone i bardzo lubiłam ten efekt. Dodatkowo mydło miało ładny, miodowy zapach. Wiele osób stosuje ten produkt do mycia włosów, jednak u mnie za bardzo je obciążało i nie domywało włosów tak, jak trzeba. Jednak jako żel czy mydło do ciała sprawdził się rewelacyjnie. Na razie nie planuję powrotów to tych produktów, bo chciałabym wypróbować coś innego. Następcą tych kosmetyków będzie żel pod prysznic marki LaQ z ekstraktem z piwonii. Dawno temu poznałam markę dzięki ich mydełkom w różnych kształtach, a teraz marka tak się rozwinęła i poszerzyła swój asortyment, że mam ochotę przetestować kolejne produkty. Na pewno za jakiś czas pojawi się wpis z kilkoma kosmetykami tej marki i ich recenzją.


żel pod prysznic The Body Shop i LaQ

 

Wodny krem do rąk Boom De Ah Dah Water Drop Lotus

W tym ładnym, minimalistycznym opakowaniu mieścił się koreański krem do rąk Boom De Ah Dah. Krem miał ciekawą formułę - jak sama nazwa wskazuje był to krem wodny, po wyciśnięciu i rozsmarowaniu zamieniał się w małe kropelki. Krem był naprawdę lekki i stosowałam go głównie latem, kiedy to nie chciałam sięgać po bardzo treściwe i gęste kremy. Ten krem bardzo szybko się wchłaniał, nie pozostawiał tłustej warstwy i miał bardzo przyjemny zapach kojarzący się z kosmetykami z wyższej półki. Nie był to z pewnością krem, który poradzi sobie z mocno przesuszonymi dłońmi, jednak mimo wszystko lubiłam po niego sięgać w ciągu dnia czy podczas pracy, bez obaw, że wszystko potem będzie tłuste - tu formuła jest zupełnie inna i nie ma mowy o tłustym filmie na dłoniach. Używałam jeszcze kremu z Vianka, który nie znalazł się na zdjęciu i w tym zestawieniu, a teraz sięgnę po krem do rąk z Be the Sky Girl - kolejnej naturalnej marki, która jest mocno zachwalana. Krem znalazłam w kalendarzu adwentowym i mam nadzieję, że fajnie sprawdzi się właśnie zimą.

krem do rąk be the sky girl

Śliwkowy peeling do ciała Ministerstwo Dobrego Mydła

W peelingowaniu i złuszczaniu martwego naskórka jestem regularna i robię to 1-2 razy w tygodniu. Testuję różne peelingi i co jakiś czas pojawia się u mnie coś nowego. Jednak od pewnego czasu jestem wierna peelingowi z Ministerstwa Dobrego Mydła. Ten peeling zachwyca swoim zapachem - pachnie śliwkowo, słodko i wracam do niego zwłaszcza zimą. Ja jestem z niego zadowolona, ładnie zdziera martwy naskórek a przy okazji natłuszcza skórę. Po zastosowaniu peelingu skóra jest miękka i wygładzona. Tym razem sięgnęłam kawowy peeling marki Nacomi. Jest on w formie sypkiej - w składzie znajdziemy składniki takie jak: kawa, sól z Morza Martwego, cukier trzcinowy z olejkami kokosowym i arganowym. Podobno te peelingi to hit i mam nadzieję, że i u mnie się sprawdzi. Dla wygodny przesypię go pewnie do słoiczka z peelingu z MDM, bo tak będzie łatwiej go nabierać podczas kąpieli. A co peelingu śliwkowego pewnie znów wrócę za jakiś czas.


Maska do włosów Food Hair Papaya Garnier

Last but not least, czyli maska do włosów Food Hair Papaya z Garnier. Od tej maseczki tak naprawdę zaczęła się moja przygoda z maskami z tej serii. Kupiłam, nałożyłam i przepadłam. Bardzo dobrze sprawdzała się na moich włosach, które po jej zastosowaniu były miękkie, gładkie i miały ładny zapach. Potem odkryłam wersję bananową i przyznam, że ona sprawdziła się jeszcze lepiej i teraz sięgam po nią bardzo często, więc pewnie pojawi się w następnym projekcie denko. Te maski mają spore pojemności, są wydajne (choć lubię nałożyć czasami większą ilość, więc nieco skracam ich wydajność) i mają piękne zapachy. Coś, co zastąpi tę maskę i czego będę używać, a właściwie już używam to maska od Anwen do włosów wysokoporowatych kiełki pszenicy i kakao. O kosmetykach Anwen w blogosferze i w świecie beauty jest dosyć głośno - miałam już kilka kosmetyków, dlatego jakiś czas temu zamówiłam nowości, czyli szampon w piance i wspomniana maska. Ta maska ma nieco inną konsystencję niż Hair Food. Jest bardziej gęsta i treściwa i nałożona w zbyt dużej ilości może obciążyć włosy. Jednak, gdy zaaplikuję rozsądną ilość to potrafi ładnie wygładzić i ujarzmić włosy. Pewnie jeszcze o niej usłyszycie na blogu, gdy dłużej ją potestuję. A do masek z linii Hair Food na pewno będę wracać, ponieważ moje włosy bardzo je polubiły.




Znacie te kosmetyki? A może któryś z nich szczególnie Was zainteresował? Napiszcie, jaki kosmetyk naturalny zaskoczył Was w ostatnim czasie!

Pozostałe wpisy z serii Kosmetyki, które zużyłam znajdziecie w zakładce:

Powiązane posty, które mogą Cię zainteresować

0 komentarze

INSTAGRAM @DELISHEBLOG