Odkrycie 2018 roku | Naturalna pielęgnacja twarzy z marką KOI Cosmetics

Do pielęgnacji twarzy przykładam dużą wagę i jeszcze bardziej zwracam uwagę na to, co kupuję i co na nią nakładam. Zauważyłam też, że...

koi kosmetyki naturalne

Do pielęgnacji twarzy przykładam dużą wagę i jeszcze bardziej zwracam uwagę na to, co kupuję i co na nią nakładam. Zauważyłam też, że dzięki temu, że te produkty są przemyślane, z lepszym składem i w mniejszej ilości, to służą mojej skórze i ona odwdzięcza się ładnym, zdrowym wyglądem. Marka, która należy do odkryć minionego roku to naturalna marka, z którą zapoznałam się już na Targach Kosmetyków Naturalnych - Ekocuda i podejście do klienta, design i prostota urzekły mnie od samego początku. Mowa tutaj o marce Koi, bardzo dobrze znanej już na blogu - zwłaszcza o jednym z jej kosmetyków wspomniałam niejednokrotnie i zachwycałam się jego działaniem. Dzisiaj postanowiłam napisać kilka słów o kosmetykach tej marki, jakie mam i których używałam na tyle długo, że mogę z czystym sumieniem podzielić się swoją opinią.

PIELĘGNACJA TWARZY Z MARKĄ KOI COSMETICS W 4 KROKACH

Marka KOI to mała rodzinna firma, prowadzona przez mamę i córkę. Ideą marki jest stworzenie kosmetyków, które są bogate w składniki aktywne dla skóry. Pojawiają się one w maksymalnych stężeniach, co ma dawać skuteczny i działający produkt. Głównym zadaniem kosmetyków Koi jest nawilżenie skóry, pani Renata i pani Klaudyna przywiązują dużą wagę do jakości substancji, jakie się w nich znajdują - muszą być naturalne, niemodyfikowane, skuteczne i przyjazne środowisku. Dbają także o ich opakowania (szklane, biodegradowalne) i sposób pakowania (w kartoniku jest skropak, czyli naturalny wypełniacz - dobrze nam znane "pianki", ale  który jest kompostowalny, można go np. rozpuścić w wodzie albo nawieźć kwiaty - super pomysł!). Poza tym, podchodzą bardzo indywidualnie do klienta, służą pomocą oraz jeśli ktoś chce paczkę w duchu "zero waste" to wystarczy do nich o tym napisać. Super sprawa i filozofia tej marki bardzo mi się podoba i jest mi bliska.

ETAP 1. TONIK

Po całkowitym wieczornym demakijażu czy porannym oczyszczeniu twarzy zawsze sięgam po tonik. Tonik stosuję na różne sposoby, ale od dawna nie stosuję już w tym celu wacików. Zatem albo wylewam go na dłonie i wklepuję albo - jeśli ma atomizer - spryskuję nim twarz. Nie zużywamy przy tym tylu wacików ale także nie marnujemy kosmetyku, który waciki wchłaniają. Tonik z nanozłotem z Koi ma właśnie taki atomizer, co zdecydowanie ułatwia jego aplikację. Pojemność buteleczki to 100 ml, przy codziennym stosowaniu (rano i wieczorem) wystarczył mi na 3 miesiące używania, co uważam za naprawdę dobry wynik. Tonik jest bezalkoholowy, nanozłoto ma przyspieszać migrację składników aktywnych oraz stymulować proces oczyszczania drogą skórną. Tonik ma za zadanie wyrównywać pH skóry, dlatego tak istotne jest używanie go po każdym myciu twarzy. Poza tym, tonik z Koi ma działanie antybakteryjnie i delikatnie łagodzi podrażnienia. Tonik z Koi ma dobrze działający atomizer, który aplikuje odpowiednią ilość produktu i równomiernie spryskuje twarz. Początkowo nie byłam przekonana do zapachu, ale po kilku użyciach zupełnie o nim zapomniałam i w ogóle mi nie przeszkadzał. W produkcie podoba mi się także szklane opakowanie, które z pewnością wykorzystam czy to na hydrolaty czy mgiełki do twarzy. Koszt toniku to ok. 47-50zł.

koi kosmetyki naturalne tonik z nanozłotem

ETAP 2. ELIKSIR - ESENCJA NAWILŻAJĄCA

Kolejnym krokiem, jeszcze zanim nałożymy krem jest eliksir - esencja nawilżająca z Koi. Produkt ma wodnistą konsystencję - jeśli miałyście okazję używać kiedyś esencji, to zapewne wiecie o czym mowa. Znajduje się w buteleczce z pipetą, co ułatwia aplikację. Wystarczy nacisnąć i wylać kilka kropel na dłonie, a potem nanieść na twarz i równomiernie wklepać. Esencja ma przywracać skórze wilgotność i przyspieszać transport składników aktywnych w głąb skóry. W składzie znajdziemy olej z neroli, uzyskiwany ze świeżych pąków słodkiej pomarańczy oraz wysokie stężenie kwasu hialuronowego, dzięki czemu skóra jest sprężysta, elastyczna i nawilżona. Esencja dosyć szybko się wchłania, a jej konsystencja jest na tyle lekka i przyjemna na skórze, że nie obciąża jej. Skóra jest gładziutka, bardziej promienna i jakby jędrniejsza, co pewnie jest zasługą wspomnianego kwasu hialuronowego. Po nałożeniu esencji konieczne jest nałożenie kremu, aby dopełnić cały proces i aby nie wysuszyć skóry. Eliksir stosowałam zarówno wieczorem jak i rano - skóra nie była przetłuszczona, wszystko ładnie się wchłonęło i nadaje się zarówno na wieczór jak i rano, pod makijaż. Koszt to 119zł/30ml.

koi kosmetyki naturalne eliksir

ETAP 3. KREM POD OCZY

Okolice oczu to bardzo ważny obszar, o którym nie można zapomnieć. Są delikatne, skóra jest o wiele bardziej cienka i narażona na przesuszenia czy zmarszczki. Zarówno wieczorem jak i rano obowiązkowym elementem w mojej pielęgnacji twarzy jest krem pod oczy. Na noc zwykle wybieram bardziej treściwy i gęsty krem, rano sięgam po coś lżejszego, aby nie obciążać tej okolicy i aby szybko się wchłonęło - abym nie musiała długo czekać, zwłaszcza, że rano czas jest niezwykle potrzebny i szybko ucieka i zwykle na gęstszych, bardziej bogatych kremach makijaż się roluje i nie wygląda estetycznie. Krem pod oczy marki Koi ma niezwykle lekką, delikatną konsystencję, która dosyć szybko się wchłania, w składzie znajdziemy m.in. kwas hialuronowy. Spokojnie możemy nałożyć potem makijaż i nic nam się nie zroluje i będzie wyglądało estetycznie. Nie musimy się też obawiać, że obciąży nam te okolice. Ja zwykle stosuję go rano ale zdarza mi się sięgać po niego wieczorem, gdy nie mam mocno przesuszonej skóry a potrzebuję delikatniejszego nawilżenia. Ładnie wygładza, jednak nie jest to silnie nawilżający kosmetyk, że aż czujemy jego bogatą konsystencję na drugi dzień. Dla jednych może to być wadą, dla innych zaletą, wszystko zależy od tego, czego akurat potrzebujemy. Chyba spodziewałam się czegoś mocniej działającego, niemniej jednak krem dobrze mi się sprawdza rano, gdy nie lubię sięgać po te bardzo gęste i treściwe. Krem bardzo ładnie pachnie, jest wydajny, nadaje się także dla osób z wrażliwą i cienką skórą pod oczami.

koi kosmetyki naturalne krem pod oczy

ETAP 4. ULTRANAWILŻAJĄCY KREM DO TWARZY

Krok, którego nigdy nie pomijam (no chyba, że nakładam całonocną maseczkę) to krem do twarzy. Zarówno rano jak i wieczorem to niezbędny element mojej pielęgnacji. Krem, od którego zaczęła się moja przygoda z marką Koi to ultranawilżający krem do twarzy. Jestem zachwycona tym kosmetykiem, zużyłam go z wielką przyjemnością i z wielką chęcią do niego wrócę. Krem stosowałam przede wszystkim rano i to była petarda! Był delikatny, miał przepiękny zapach - który pozytywnie mnie nastrajał z rana, otulał twarz niczym chmurka i taką też miał konsystencję. Szybko się wchłaniał, ładnie wygładzał i nawilżał twarz i bez problemu można było nałożyć makijaż, bez obawy, że coś nam się zroluje, obciąży twarz czy kosmetyki kolorowe będą wyglądać na nim nieestetycznie. Wręcz przeciwnie i dlatego też tak chętnie po niego sięgałam. Miałam wrażenie, że dosyć szybko się skończył i szybko za nim zatęskniłam. To bardzo dobry krem na dzień i moja skóra naprawdę mocno się z nim polubiła. Zresztą tyle razy zachwalałam go na blogu i z pewnością usłyszycie jeszcze o nim, chociażby w ulubieńcach roku. Cena to 79zł/30ml.

koi kosmetyki naturalne krem ultranawilżający

Kosmetyki Koi są naturalne, cruelty free, nie zawierają parabenów i silikonów. Ogromną zaletą tych kosmetyków jest także fakt, iż znajdują się w szklanych opakowaniach. Marka Koi znajdzie także fanów wśród osób, które cenią prostotę i minimalizm. Dodam jeszcze, że kosmetyki możemy kupić także w zestawach - są przepięknie zapakowane, co ogromnie cieszy oko i może być to świetny pomysł na prezent dla kogoś lub dla nas samych, bo przecież każda z nas lubi prezenty i takie od siebie dla siebie są najfajniejsze i najbardziej trafione. Poza tym, marka Koi często kusi nas różnymi promocjami, np. -25%, co wydaje się być naprawdę atrakcyjną ofertą i może właśnie wtedy warto zdecydować się na zakupy. Mam nadzieję, że wypróbuję jeszcze inne kosmetyki tej marki, bo jak to mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia i mam ochotę na więcej. Te, które miałam, bardzo dobrze się sprawdziły i sięgałam po nie z przyjemnością. Pamiętam zachwalany malinowy krem, który ogromnie chciałam mieć, ale niestety nie jest już dostępny. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wróci do asortymentu lub znajdę coś, co będzie równie dobre i mocno nawilżające. Nowością marki jest peeling oraz maska intensywnie nawilżająca, która ogromnie kusi  - to może być coś naprawdę rewelacyjnego!

koi kosmetyki naturalne ekocuda blog

Znacie markę Koi? Który kosmetyk zainteresował Was najbardziej? Jaki macie stosunek do naturalnej pielęgnacji?


ZOBACZ TAKŻE:

Powiązane posty, które mogą Cię zainteresować

0 komentarze

INSTAGRAM @DELISHEBLOG