Ulubieńcy i odkrycia 2018 roku | Kolorówka

Chciałabym powiedzieć, że ten czas szybko leci i dopiero co pokazywałam Wam ulubieńców 2017 roku, a tu już tworzę kolejne, ale myślę, że...

ulubieńcy roku 2018 kolorówka

Chciałabym powiedzieć, że ten czas szybko leci i dopiero co pokazywałam Wam ulubieńców 2017 roku, a tu już tworzę kolejne, ale myślę, że nie tylko ja mam takie odczucia. Zatem, jak co roku robię podsumowanie kosmetyczne, czyli pokazuję Wam kilka produktów, zarówno z kolorówki jak i pielęgnacji, które szczególnie w tym roku polubiłam bądź ten rok był czasem, kiedy te produkty odkryłam. W zestawieniu rocznym pojawiają się naprawdę świetne kosmetyki - nie ma tutaj miejsca na średniaki czy przeciętne produkty. Oczywiście zachęcam do zajrzenia do zakładki Ulubieńcy, gdzie znajdziecie wiele wpisów z ulubieńcami danego miesiąca - tam również pokazywałam wiele bardzo dobrych kosmetyków, jednak spośród nich, wybrałam te najlepsze. Dzisiaj zapraszam Was na część z kosmetykami kolorowymi, czyli tymi do makijażu, a w następnym poście zobaczycie rzeczy do pielęgnacji.


NATURALNY PODKŁAD NA CO DZIEŃ, CZYLI LUMENE MATTE

Podkład, który zauroczył mnie w 2018 roku i którego używałam najczęściej to podkład Matte Foundation marki Lumene. Bardzo ładnie wygląda na twarzy, wyrównuje koloryt, jest lekki, nie podkreśla skórek a gama kolorystyczna jest całkiem spora - ja mam odcień 0 Light Ivory, a jest jeszcze dostępny jaśniejszy odcień - 00 Ultra Light. To, co warto zaznaczyć na początku - jeśli jeszcze nie miałyście do czynienia z tym podkładem - to fakt, iż jego nazwa nie do końca jest adekwatna do tego, jaki jest w rzeczywistości. Powiedziałabym, że podkład ma wykończenie bardziej satynowe i na pewno nie jest to mocno zastygający, matowy podkład jak chociażby klasyczna wersja podkładu Double Wear z Estee Lauder czy podkład z Revlonu. Lumene jest o wiele lżejszy, delikatniejszy, jest niewyczuwalny na twarzy i wygląda bardzo naturalnie. Zużyłam już dwa opakowania tego kosmetyku, kupiłam już kolejne, więc to o świadczy o tym, jak bardzo go lubię. Często ten podkład porównywany jest do podkładu Double Wear Light z Estee Lauder, czyli lżejszej wersji w tubce słynnego podkładu, który swoją drogą jest moim ogromnym ulubieńcem i niejednokrotnie wspomniałam o nim na blogu. Nie mogłam zatem nie porównywać tych dwóch podkładów i wpis jest już na blogu: 3x tańszy zamiennik Estee Lauder Double Wear Light? Podsumowując, to jeden z moich ulubionych podkładów, jakie miałam do tej pory i z pewnością będę do niego wracać.

ulubieńcy roku 2018 kolorówka lumene podkład

ROCKATEUR BENEFIT

Kosmetycznym hitem zakupowym roku 2017 była paleta marki Benefit i dlatego też pojawiła się w zestawieniu w ubiegłym roku. Wtedy zachwycałam się dwoma różami do policzków, jakie się w niej znajdowały, a mianowicie: Dandelion oraz Galifornia. Rok 2018 należał jednak do trzeciego różu, jaki jest w tej palecie, czyli Rockateur. Ten róż jest zdecydowanie cieplejszy niż Dandelion, jest bardziej spokojny, ma w sobie trochę brązu, koloru moreli i nieco złota. Nie znajdziemy tu jednak wielkich drobinek, a wszystko razem tworzy piękną taflę, która odbija światło i bardzo ładnie wygląda na policzkach. Jak sami widzicie, paleta po raz kolejny pojawia się w takim zestawieniu, a to świadczy o tym, że był to naprawdę świetny zakup. Paletę polecałam też we wpisie Co warto kupić podczas promocji w Sephora? Ta konkretna paleta nie jest już dostępna, ale w Sephorze dostaniemy bardzo podobną, tylko zmienił się design opakowania i zamiast bronzera Hoola Lite mamy nowy róż, czyli Gold Rush. Pojedynczy róż np. wspomniany już Rockateur kosztuje 169zł, natomiast paleta z pięcioma pełnowymiarowymi różami i bronzerem kosztuje 269zł, zatem sami możecie zobaczyć, co się bardziej opłaca. Polecam Wam serdecznie zarówno wspomniany róż Rockateur, który jest przecudowny, ale również pozostałe róże, o których pisałam więcej w poprzednich ulubieńcach roku.

ulubieńcy roku 2018 kolorówka benefit rockateur

PALETA CIENI NAKED CHOCOLATE REVOLUTION

Do ulubieńców roku trafiła również paleta cieni Naked Chocolate, którą mam już od dawna, używam bardzo często, jednak to właśnie ten rok należał najbardziej do niej, jeśli chodzi o cienie. Ta paleta jest tak wysłużona, że aż wstyd ją pokazywać w takim stanie. Jednak myślę, że właśnie to zużycie świadczy o tym, że faktycznie jej używam, często po nią sięgam i świetnie mi się sprawdza. Na blogu możecie przeczytać jej recenzję i zobaczyć swatche Naked Chocolate oraz to jak wyglądała, gdy jeszcze cienie były na swoim miejscu ;). Jednym z moich ulubionych cieni jest złoty o nazwie Adorable, który bardzo często ląduje w wewnętrznym kąciku oka. Pięknie rozświetla spojrzenie, jest dobrze napigmentowany i utrzymuje się cały dzień. Natomiast dwa cienie, które zawładnęły moim makijażem i używałam ich na całą powiekę to Mocha Lover i Divine. Ach, gdybym znalazła taki pojedynczy cień jak chociażby Divine! Oba cienie są jakby bardziej kremowe, intensywne, pięknie się mienią i zwykle nakładałam ich nieco więcej, przez co makijaż był naprawdę mega błyszczący, podkreślał kolor oczu i przyciągał wzrok. Ubolewam, że już mi się kończą i przy okazji szukam jakichś pojedynczych zamienników tych dwóch cieni. Z tej palety bardzo lubię także cień Choc-fest, który zwykle ląduje w zewnętrznym kąciku oraz Milky, który nakładam w załamaniu. Uważam, że to bardzo dobra tania i drogeryjna paleta i przy odrobinie chęci możemy przy jej pomocy stworzyć naprawdę ładne makijaże na co dzień ale i na większe wyjście. Nie jestem pewna, czy dam radę zdenkować ją w całości jak dziewczyny, które biorą udział w projekcie #panthatpalette, ale na pewno będę ją nadal używać i sięgać także po resztę cieni. Swoją drogą taki projekt sprawia, że jesteśmy bardziej kreatywni, wykorzystujemy możliwości danej palety, kombinujemy i eksperymentujemy z cieniami, dzięki czemu używamy daną paletę ale i pobudzamy swoją wyobraźnię i rozwijamy umiejętności. W swoich zbiorach nie mam już tak wiele palet, staram się zdenkować to, co mam, dlatego wykorzystuję ich potencjał i o dziwo tworzę więcej różnych makijaży niż wtedy, gdy wszystkich palet miałam o wiele więcej.

ulubieńcy roku 2018 kolorówka revolution naked chocolate

POMADKA CRAVING MAC

Nie będę oryginalna pokazując kolejny raz pomadkę marki MAC. Ba! Nawet tak samo zaczynałam zdanie w poprzednim zestawieniu! Zatem nie tylko teraz, ale i ubiegłym roku i jeszcze poprzednim sięgałam po pomadki tej marki i zachwycałam się nimi. To nie jest też tak, że wszystkie jakie mam przypadły mi do gustu, ale mam wśród nich swoich ulubieńców. Tym razem moją ulubioną pomadką po jaką sięgałam najczęściej jest Craving. To coś pomiędzy śliwką, brudnym różem a bordo. Łączy te wszystkie odcienie i jest jak kameleon, ma unikalny kolor, który ciężko podrobić. To mocniejsza wersja Plumful o komfortowym wykończeniu Amplified - mocno kremowe, kryjące i nawilżające. Pomadka jest miękka, łatwo się ją nakłada, nie wysusza ust, długo się utrzymuje, nawet jeśli pomadka się "zjada" to po pierwsze robi to równomiernie a po drugie zostaje na ustach kolor ale jakby jaśniejsza warstwa. Uwielbiam tę pomadkę i sięgam po nią dosłownie przy każdej okazji, niezależnie od pory roku. W swoich zbiorach mam dosyć sporo pomadek, ale chciałabym zminimalizować ich ilość do kilku, z których będę naprawdę zadowolona tak jak z Craving i mam nadzieję, że uda mi się to wreszcie w tym roku.

ulubieńcy roku 2018 kolorówka mac craving

CIEŃ W KREMIE ROSE PEARL NYX

Na koniec cień do powiek, ale nie byle jaki bo kremowy. To naprawdę coś odmiennego dla mnie i moich tłustych, opadających powiek. Jednak w 2018 roku próbowałam nowych rzeczy i testowałam kilka cieni w kremie. Zwykle były to cienie w słoiczkach, tutaj mamy coś innego - cień, który wygląda jak błyszczyk do ust, ma też pacynkę, którą aplikujemy produkt na powieki. Cień Rose Pearl z Nyx ma piękny odcień różowego złota (tu możecie podejrzeć swatche). Okazało się, że oprócz ładnego koloru ma także naprawdę niezłą trwałość! Po nałożeniu zastyga na powiekach, nie przemieszcza się i na dobrej bazie jest w stanie wytrzymać cały dzień. Polubiłam go na tyle mocno, że zużyłam go w całości! Sięgałam po niego zarówno do lekkich, dziennych makijaży na całą powiekę, jak i w tych mocniejszych, wtedy dodawałam mocniejszą bazę a Rose Pearl wędrował na środku powieki i bardzo ładnie się mienił i rozświetlał oko. Cieszę się, że dałam szansę kremowym cieniom i myślę, że teraz częściej będę sięgać po taką formułę. 

ulubieńcy roku 2018 kolorówka nyx lingerie rose pearl



Znacie te kosmetyki? Który z nich zainteresował Was najbardziej? A jak to jest u Was, jaki kosmetyk zasłużył na miano ulubieńca 2018 roku? Co było Waszym hitem?


ZOBACZ TAKŻE:

Powiązane posty, które mogą Cię zainteresować

0 komentarze

INSTAGRAM @DELISHEBLOG