Projekt denko lipiec-sierpień #15

Niedawno ukazał się wpis z zakupami, zatem czas pokazać także kosmetyki, które zużyłam w tym miesiącu. Jak zazwyczaj króluje pielęgnacja...


Niedawno ukazał się wpis z zakupami, zatem czas pokazać także kosmetyki, które zużyłam w tym miesiącu. Jak zazwyczaj króluje pielęgnacja, z kolorówki pokażę Wam tylko dwie rzeczy. Jeśli chcecie zobaczyć, co ostatnio zdenkowałam i co sądzę o tych produktach, zapraszam do czytania.


KREM DO RĄK MAX REPAIR EVREE - lubię produkty z Evree i podobnie było z tym kremem. Dobrze nawilżał, zatem spełniał swoje zadanie. Jedyne do czego mogę się przeczepić to zapach, który początkowo nieco mnie drażnił. Raczej nie kupię ponownie ze względu na ten zapach i to, że mam już ulubieńca w tej kategorii, jednak samo działanie było na plus.

PEELING DO STÓP BANIA AGAFII - bardzo lubiłam ten peeling. Stosowany na sucho fajnie wygładzał i zdzierał naskórek. W dodatku pachniał lasem, co w tym wypadku bardzo mi się podobało. Saszetka wystarczyła na wiele użyć. Na plus także to, że produkt był zakręcany. Jeśli go gdzieś spotkam, kupię ponownie.


SERUM DO TWARZY SKIN PERFECTION L'OREAL - jak pisałam w recenzji tego produktu twarz po użyciu wydawała się gładka i miękka w dotyku, a pory mniej widoczne, jednak był to efekt krótkotrwały - występował tylko po nałożeniu tego produktu. Na dłuższą metę nic nie robił z moją skórą. Na dnie zostało trochę produktu, ale już go nie używam, zatem ląduje w koszu. Nie kupię ponownie.

ŻEL POD PRYSZNIC WHITE PASSION BALEA - bardzo lubiłam ten żel, miał przepiękny zapach i żałuję, że to edycja limitowana. Nie wysuszał, dobrze się pienił i jak inne produkty Balea nie kosztował dużo. Nie kupię ponownie ze względu na brak dostępności.


ANTYPERSPIRANT W KULCE VICHY - na początku bardzo dobrze się sprawdzał i chronił przez wiele godzin. Po pewnym czasie być może moja skóra przyzwyczaiła się do niego, bo nie zapewniał już takiej ochrony. Póki co, robię sobie od niego przerwę i wypróbuję coś innego. Być może skuszę się na naturalny dezodorant Schmidt's.

RUMIANKOWY ŻEL DO TWARZY SYLVECO - bardzo lubię kosmetyki marki Sylveco i tak też było z tym żelem. Bardzo dobrze się u mnie sprawdzał, używałam go codziennie. Jednak po pewnym czasie zamieniłam go na łagodniejszą wersję tymiankową. W składzie zawiera kwas salicylowy, dlatego może wysuszać - teraz stosuję go co jakiś czas, gdy na twarzy pojawią się niedoskonałości i tak stosowany sprawdza się świetnie. Być może kupię ponownie.


SZAMPON ALOESOWY EQUILIBRA - po kilku pierwszych użyciach byłam z niego zadowolona - ukoił skórę głowy i nawilżył ją. Jednak przy dłuższym stosowaniu stwierdziłam, że nie robi zbyt wiele - włosy były suche, ciężko je było rozczesać i nie spełnił tego, na czym mi najbardziej zależało - nie uspokoił skóry głowy i nie nawilżył skalpu. Okazał się być przeciętnym szamponem. Szkoda, że nie działał tak jak na początku. Miał ładny zapach, dobrze mył, jednak liczyłam na co więcej. O wiele lepiej w tej roli sprawdzała się maska aloesowa z Natur Vital. Nie kupię ponownie.

PEELING  MORELOWY DO SKÓRY TŁUSTEJ I TRĄDZIKOWEJ SORAYA - dobrze peelingował twarz, która po jego użyciu była gładka i bez suchych skórek. Trzeba jednak z nim uważać, bo ściera dosyć mocno naskórek, dlatego nie polecam go osobom z wrażliwą czy naczynkową skórą. Resztkę peelingu zużyłam do ciała - w tej roli również się sprawdził, choć akurat na ciele nie był mocno wyczuwalny, jednak fajnie wygładzał. Na razie nie kupię ponownie, bo mam inne produkty peelingujące.


MALINOWY KREM DO RĄK NA NOC BALNEO KOSMETYKI - mocno nawilżający i regenerujący krem do rąk. Był bardzo gęsty, używałam go na noc, tak jak zaleca producent. Kosmetyki tej marki nie zawierają sztucznych barwników i substancji zapachowych, wykorzystują naturalne składniki i bazują na wodzie siarczkowej. W składzie znajdziemy m.in. masło shea, olej avocado, mocznik, D-pantenol i sok owocowy - krem intensywnie pachnie, jednak dla mnie nie jest to zapach malin, a owoców leśnych - przypomina mi zapach jakiegoś jogurtu. Krem bardzo dobrze nawilżał, rano były miękkie i wygładzone. Na razie nie kupię ponownie, bo mam jeszcze gęste masełko z tej serii, które również stosuję do rąk.


PUDER DO TWARZY AFFINITONE MAYBELLINE - to puder, który nosiłam w torebce i używałam go w razie potrzeby. Całkiem dobrze się sprawdzał, ładnie stapiał się ze skórą, miał lusterko i gąbeczkę, także do torebki w sam raz. Raczej nie kupię ponownie, bo znalazłam już ulubieńca w tej kategorii.

KOREKTOR ROZŚWIETLAJĄCY DELUXE BRIGHTENER WIBO - mój ulubieniec, który stosowałam pod oczy w celu rozświetlenia tych okolic. Bardzo dobrze dopasowywał się do mojej skóry, rozświetlał, twarz nie wydawała się zmęczona, delikatnie zakrywał lekkie zasinienia pod oczami. Trzeba go było wykręcać i na początku miałam z tym problem, gdyż musiałam przekręcić kilkanaście razy, aby produkt się pojawił na pędzelku. Mam ochotę wypróbować korektor w podobnym opakowaniu, również z pędzelkiem z L'Oreal. Mam już kolejne opakowanie tego korektora.


To już wszystkie produkty, które zużyłam w ciągu tych dwóch miesięcy. Używałyście tych kosmetyków? Co o nich sądzicie?

Powiązane posty, które mogą Cię zainteresować

0 komentarze

INSTAGRAM @DELISHEBLOG